Między Nami Słuchaczami #2 Ciekawe przypadki Sashy Ringa i Thoma Yorke’a
Ostatnio słucham dyskografii Apparata, przygotowując się do recenzji jego najnowszego albumu A Hum of Maybe. W trakcie tego procesu jakoś tak naturalnie wróciłem też do albumu AMOK od Atoms for Peace. Rany, to będzie już trzynaście lat, odkąd zacząłem tego słuchać! Bardzo mi szkoda, że Thom Yorke, Flea i reszta nie pociągnęli dalej tematu. AMOK to brzmienie emocjonalne, a zarazem zadziwiająco precyzyjne. Gęste od przytłaczającego klimatu, ale też do bólu szczere i intymne. Słuchając, ma się wrażenie wielkiego dopracowania i dbałości o brzmieniowe detale. To brzmienie wręcz w swoim zagęszczeniu materialne, swoją stałą dynamiką przywołując skojarzenie ze sprawnie pracującą maszyną.
Thom Yorke i Sasha Ring: podobieństwa
Słuchając obu panów, nie mogę ustrzec się od analogii. Obaj mają solowy dorobek. Apparat to członek Moderat, Thom Yorke, oprócz Radiohead, bierze udział między innymi w projekcie Atoms for Peace czy ostatnio The Smile. Obydwaj artyści otaczają swoje wokale raczej auryczną elektroniką. Oboje mają specyficzny, wysoki ton wokalu, który łatwo wtapia się w syntezatory. I wreszcie obydwaj twórcy mają wielkie ambicje.
Thom Yorke i Sasha Ring- Różnice
Jeśli miałbym wskazać mocne strony producentów, to siłę Thoma Yorke’a upatruję przede wszystkim w kolaboracjach. To człowiek, który potrafi realizować przeróżne założenia. Ma umiejętność przewodzenia zespołowi, nadając własny, niepodrabialny szlif brzmieniu. Jednocześnie korzysta z zalet i dobrostanu reszty muzyków. To bardzo ważne i rzadkie. Nie jest przypadkiem, że kilka projektów, w których śpiewa Thom Yorke, przerodziło się w muzyczne złoto. Thom Yorke jak nikt inny potrafi porozumieć się z artystami, nie tyle idąc na muzyczny kompromis, co wykorzystać tkwiący w nich potencjał. Utwory, w których gości na wokalu, to zwykle najwyższa półka. Tak było, gdy występował z Modeselektor, PJ Harvey czy u Flying Lotusa – choć tego na pewno jest więcej.
Jeśli o Sashę Ringa, czyli Apparata chodzi, to ten pan potrafi zrobić solowe płyty o klasie, moim zdaniem, sporo wyższej niż te solowe Thoma Yorke’a. O ile w kolaboracji z Modeselektor, czyli jako członek Moderat, Apparat był raczej zdominowany przez berliński duet, tak kiedy gra na własnych zasadach, robi to znakomicie. Ten człowiek potrafi zapraszać do własnego świata w sposób niezwykle wysublimowany. Apparat to indywidualista, który atmosferę najlepiej wypracowuje sam. Każda z płyt Sashy Ringa łączy własne stałe podobieństwa i cechy brzmienia z odrębnymi zasadami konkretnego albumu.
Piszę o tym między innymi dlatego, że łatwo dorobek obu panów bagatelizować jako: „tego od Radiohead” albo „gościa z Moderat”. Tymczasem obaj panowie pokazują swoją klasę w nieco inny sposób. Zarazem mają w samym sposobie grania i ekspresji wiele cech wspólnych.
A jak Wy zapatrujecie się na ten temat? Zgadzacie się? A może macie własne obserwacje? Piszcie!
Przeczytaj pierwszy felieton z cyklu Między Nami Słuchaczami #1


