Sześć utworów na poranny rytuał
Przedstawiam utwory, które najlepiej słuchać jest w stanie, kiedy jeszcze dobrze się nie rozbudziłeś. Gdy zaczynasz się ogarniać a wyobraźnia jest pobudzona po jeszcze pamiętanym śnie. Idziesz się myć, robić śniadanie, ubierać. Głośniki w Twoim pokoju nie mogą grać wtedy głośno. Te utwory śmiało można słuchać cicho w tle, w trakcie mycia zębów, picia kawy i szykowania się.
Dawajcie koniecznie znać jakie Wy macie piosenki na poranek i czy chcecie więcej takich list!
Outfit – Thank God I Was Dreaming
Jest coś magicznego w tym połączeniu lirycznego wręcz łagodnego Dream Popu zmieszanego z ledwie nutką Shoegaze’u. To utwór pełen delikatności a także intrygującej tajemnicy. Jest w nim wyczuwalna lekkość, płynność i sporo lewitującej przestrzeni. To uroczo zwiewna kompozycja. Niczym sen, który stopniowo przeradza się w jawę.
Darkstar – Throught The Motions
Jakże intrygująca jest ta eteryczna piosenka robota, gdzie mechaniczne brzmienia kryją zaskakująco ludzkie emocje. Hipnotycznie repetycyjna melodia nakładana jest na kolejne. Zimna produkcja paradoksalnie przekazuje zaskakująco ciepłe przesłanie. Kojarzy mi się bardzo z dźwiękowymi eksperymentami Briana Eno z albumów Another Green World i Before And After Science.
Kurt Vile – Life Like This
Singer Songwriterowa liryka zmieszana z nutką płynnej elektroniki oraz repetycyjnego pianina. Wielu producentów mogłoby zrobić z tego utwór house-owy, bo jego forma jest bardzo podatna na producencką plastykę. Urzeka mnie w nim optymistyczne przesłanie, luzacko stonowane, typowo w stylu Kurta Vile. To trochę utwór pozorów, bo w tym zblazowaniu, znajduje się paradoksalnie mnóstwo czułości i radości z życia.
Myslovitz – Z rozmyślań przy śniadaniu
To zdecydowanie ta bardziej optymistyczna i liryczna odsłona Myslovitz, w której urokliwa zwiewność potęgowana jest przez hipnotyczny wokal. Jest to zrobione w pośpiesznym nieco dynamicznym tempie, trochę jak szybkie zbieranie się do wyjścia do pracy, albo na spacer z psem. To poetycki utwór o codzienności. Napiszę przewrotnie, że to poezja o prozie życia. Kawałek szybki i ulotny jak nasza egzystencja.
Yo La Tengo – Everyday
Ta melodia musiała się któremuś z członków zespołu przyśnić. Czy ten obecny w całości kompozycji pulsacyjny kontrabas mógł powstać gdziekolwiek indziej? Teoretycznie to możliwe, lecz „Everyday” to indeks o codzienności opowiedzianej z perspektywy snu. Jest tu dźwiękowe oniryczne zanurzenie, zachwianie materii, tak jakby brzmienie nie było rzeczywistością tylko jej odbiciem. I to jest naprawdę wielkie osiągnięcie i niezwykle trudny do osiągnięcia koncept.
Memorytapes – Plain Material
Ten modny w chwili premiery chillwav’owy retro utwór lecz dziś jest już zapomniany. Davye Hawke połączył tutaj popową euforię i nośność z senną efemerycznością. Szeroka przestrzeń jest tu przystępna i przyjemna, ale wydaje się bardzo niestała i nieco wyblakła. Kompozycja ta jest o stanie po przebudzeniu, kiedy pamiętany przed momentem tak barwnie sen, traci swój koloryt – stając się podświadomym echem wspomnienia.





