Okładka Albumu

Cliff Martinez – Solaris OST

A jaka jest Twoja ulubiona powieść…? Podziel się w komentarzu!

Solaris Stanisława Lema jest moim ulubionym utworem literackim. Nie znalazłem jak dotąd innej powieści, która tak zjawiskowo ukazywałaby to, co nieznane, obce i niewyjaśnione. To bowiem co przejawia tytułowa planeta jest zarazem piękne i przerażające.

Nie chcę w żaden sposób zdradzać fabuły książki, więc na tym poprzestanę. Polecam – szczególnie w formie literackiej. Filmu Andrieja Tarkovskiego z 1972 roku nie oglądałem. Film Stevena Soderbergha – choć w mojej ocenie bardzo dobry – nie oddaje złożoności emocji które targały głównego bohatera i spłaszcza wątki jego relacji z innymi postaciami.

Muzyka Cliffa Martineza zaś… zdumiewająco trafnie wydaje się oddawać to czym Solaris zdaje się być. Jest to bowiem brzmienie zarówno rozedgrane, ale i w przedziwny sposób uporządkowane. Wyczuwalny jest tutaj obcy chłód, ale także ludzka melancholia. Przejawia ta muzyka sporo przestrzenii, w której jednak jest sporo tajemnicy i niedopowiedzenia. Za kurtyną spokoju kryją się mocniejsze emocje. Album ten zawiera w sobie pewną z pozoru delikatną, lecz faktycznie obewładniającą aurę obcości. Muzyka ta jest tak konsekwentna, że ma w sobie znamiona brzmienia akademickiego. Jest to przy tym brzmienie bardzo subtelne i intymne, ale nie kameralne.

Utwór: Don’t Blow It
Producent: Cliff Martinez
Album: Solaris OST
Gatunek: #Ambient#PostMinimalism
Sprawdź tekst o muzyce filmowej do The Fountain
Kraj pochodzenia: Stany zjednoczone (Nowy Jork)
Wytwórnia: 20th Century Fox Records
Światowa data premiery:
10 grudzień 2002

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x