Okładka albumu.

Atoms For Peace – AMOK (Recenzja)

Tekst archiwalny powstały w 2013 roku

Thom Yorke jest dla mnie wzorcowym przykładem artysty spełnionego, świetnie planującego rozwój swojej kariery. Facet ma talent do pojawiania się tam, gdzie jest warto. Pasmo sukcesów, które osiągnął wraz z Radiohead, współpraca z najlepszymi, wśród których najistotniejsza jest obecnie sztama z Flying Lotusem – kiedy o Thomie już nieco przycichło, ten wydaje płytę z nowym zespołem.

Mocarny skład zespołu Atoms For Peace

W powstaniu Atoms For Peace jest trochę przypadku. Jego skład uformował się, aby grać na koncertach materiał z solowego projektu Yorke’a – The Eraser. Yorke przyciągnął nie byle kogo. Zespół składa się z uznanego basisty Red Hot Chili Peppers, Michaela „Flea” Balzary, doświadczonego perkusisty Joey’a Waronkera (znanego z R.E.M.). Wspiera go młodszy, dopiero rozpoczynający swoją karierę, również grający na perskusji brazylijczyk Mauro Refosco. Mamy tu również doświadczonego producenta Nigela Godricha – współpracującego z Radiohead już od ich drugiej płyty.

AMOK to album, którego brzmienie opiera się na rytmach –perkusja, wspomagana subtelnym basem, wraz z elektroniką tworzą intymny a jednocześnie mroczny, duszny klimat. Melodie wyznacza wokal, który zdaje się wtapiać w muzykę, być kolejnym jej elementem. Jest to podstawowa różnica pomiędzy bardzo podobną polecaną w maju płytą Majical Cloudz. Tam wokal wybijał się ponad chłodne tło, dodawał ciepła, na AMOK zaś jest melancholijny, zimny, podobnie jak wymowa płyty.

AMOK nie sposób odbierać w oderwaniu od tekstu. To równie istotny element jak sama muzyka. Słuchanie tej płyty bez znajomości warstwy lirycznej jest jak oglądanie Avatara w wersji dwuwymiarowej. Oczywiście można, jednak każdy kto obejrzał wersję 3D twierdzi ,że to zdecydowanie nie to samo. Toteż sam słuchając płyty po raz drugi, przeskakiwałem od tekstu do tekstu. Lirycznie to najlepszy jak do tej pory album ze słuchanych przeze mnie w 2013 roku.

Jest to bardzo gorzka płyta. Oparta na smutnej prawdzie, że kiedy już raz ukochana osoba nadszarpnie nasze zaufanie lub nas zrani nie sposób wrócić do poprzedniej relacji. Bohater opowiadanej historii próbuje komuś wybaczyć ,ale jednocześnie nie jest w stanie. Zakończenie albumu jest wielce wymowne: powtarzane bez ustanku A penny for your thoughts my love jest podkreśleniem bezradności. Próba dociekania prawdy (Just tell it like it is, / Tell it like it was / Judge and jury, executioner) z góry skazana jest na przegraną.\

Podsumowując:

AMOK to bardzo przygnębiający album, dostarczający równocześnie uważnemu słuchaczowi masę satysfakcji. Chociaż po świetnych trzech pierwszych indeksach album muzycznie winduje nieco w dół, a sam wolę „wizję świata” wg. polecanego tutaj „Impersonator”, Atoms for Peace nagrali bardzo absorbujący album.

Flashbacki:
Ingenue –> http://www.youtube.com/watch?v=DpVfF4U75B8 
Before your very eses —> http://www.youtube.com/watch?v=KstYDr_Y4k0

Przeczytaj też recenzję albumu Majical Cloudz pt. Impersonator

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x