Gorillaz – The Mountain (Recenzja)
Przyprószona orientem nowa płyta Gorillaz bywa zadziwiająco eklektyczna, ale w raczej przytulnej zachodnioeuropejskiej interpretacji. To brzmienie przebojowe, a czasem nawet porywające i odkrywcze. Z pewnym akcentem łatwo przyswajalnej egzotyki. Jest to płyta taneczna i dość w swym temperamencie żywiołowa. Znajdziemy tu kilka zaskakujących muzycznych twistów i wyciągniętych asów z rękawa. I wszystko fajnie, tylko mam wrażenie, że tych mocnych kart zabrakło na album trwający ponad godzinę.
Jednak trzeba oddać sprawiedliwość – na moim ulubionym „The Manifesto” Trueno rapuje jak natchniony, wygrywając pojedynek z Proofem. Jest w tym utworze pewna spontaniczna koncertowa energia i to rzadkie rapowe flow, które chwyta od samego początku.
„Damascus” to prawdziwe zderzenie orientu z muzyką popularną. Jeśli gdzieś udało się stworzyć coś prawdziwie eklektycznego, gdzie słychać nieudawane łączenie wpływów kultur i muzycznych filozofii, to jest to ten utwór. Dynamiczny hip hop połączony z szaleńczym disco i arabskim śpiewem to mieszanka wybuchowa.
Niewątpliwie jest na The Mountain magia formatu albumowego. Płyta ta ma swoje melodie przewodnie, które przenikają całą muzykę. Jest to ładnie złożona całość z elementów składankowych. I w tym wszystkim jest jakaś siła, bo The Mountain ma zarówno singlowy potencjał, jak i pewien artystyczny kunszt, który ładnie spina dość różnorodną muzykę. Nie udało się na albumie uniknąć pewnego muzycznego rozcieńczenia, które może gdzieniegdzie powodować znużenie u słuchacza.
Utwór: The Manifesto (ft. Trueno oraz Proof)
Grupa: Gorillaz
Album: The Mountain
Wytwórnia: Kong
Kraj pochodzenia: Wielka Brytania (Londyn)
Gatunek: Art-Pop oraz Neo-Psychodelia
Światowa data premiery:
27 lutego 2026
Przeczytaj też moją recenzję Tourist – Music Is Invisible
Warto przesłuchać - 70%
70%
Eklektyczny, składankowy a zarazem spójny.





