Okładka albumu

Keep Shelly in Athens – At Home (Recenzja)

Jest to wpis archiwalny, napisany w 2013 roku.

Nie ma już nic w tym dziwnego, że projekt, może zasłynąć serią kilku mini albumów EP i dopiero po kilku latach wydać (mniej, lub bardziej udaną) ‘debiutancką’ płytę. W przypadku tego duetu, w którym wokalistką jest pięęękna* Sarah P., na ‘debiut’ czekaliśmy aż trzy lata. W tym czasie, było sporo wzlotów. Najbardziej przypadło mi do gustu bardzo dobre wydawnictwo In Love With Dusk z chillem w postaci Fokionos Negri Street. Mieli także bardzo ciekawą zrzynkę z albumu Yesterday Was Dramatic, Today Its OK. Chodzi o Campus Martus ze specyficznym pianinem przywodzącym na myśl Bathsa. Trzeba przyznać, że trzymają rękę na pulsie, umiejętnie łącząc pomysły najlepszych.

Kierunek obrany na najnowszej płycie, nie jest szczególnie odkrywczy. Może zaskakiwać, że Sarah P. śpiewa tutaj kilkakrotnie jak Karen O** z Yeah Yeah Yeahs. Jednak już melodie rodem od Washed Outa w utworze Oostende to coś czego moglibyśmy się spodziewać. Rockowe Knife, czy Hover, przypominają bardziej szkice niż pełnoprawne kawałki. Zaś w moim odczuciu najlepszy na płycie, singlowy Recollection, to siostrzeniec tytułowego utworu z tegorocznego Paracosm.

O niewykorzystanym potencjale

Można narzekać, bowiem niewiele brakuje kompozycjom na At Home, do sprawienia opadu szczęki. Gdzieś od czwartego indeksu aranżacyjnie czegoś brakuje. Czy to subtelnej melodii zagranej na (przykładowo) marimbie. Lub ledwo słyszalnego, stopniowo coraz głośniejszego syntezatorowego, ciepłego dźwięku, imitującego chórek w utworze Sails. Duża w tym wina dość schematycznej budowy samych kompozycji. Braku suspensu, niespodziewanego wybuchu, który sprawi, że utwór będziemy pamiętać na długo. Coś w tym stylu pojawia się na At Home tylko tym raz- mowa o zwieńczeniu utworu Madmen Love. Aranżacyjna odwaga mogłaby by sprawić, że Room 14 (I’m Fine) zostałby kandydatem na utwór roku. Ma ku temu (niewykorzystany) potencjał.

Podsumowanie recenzji Keep Shelly In AthensAt Home

Niech Was nie zwiedzie krytyczny ton tej recenzji! At Home, urzeka i zatapia morskim błękitem, by chwile po tym sprawić, że pomyślisz o lazurowym, bezchmurnym greckim niebie. No, chyba, że grają rocka.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x